piątek, 26 sierpnia 2016

Mała Rawka i wielka satysfakcja :)

Dzisiejszy dzień był ostatnią okazją na górską wędrówkę i pomimo zmęczenia, wybraliśmy się na kolejny szczyt.

Już tradycyjnie autobusem dojechaliśmy do Przełęczy Wyżniańskiej i stamtąd wyruszyliśmy zielonym szlakiem.

Po drodze zajrzeliśmy do Bacówki pod Małą Rawką. Tam zdobyliśmy kolejny stempelek, uzupełniliśmy naszą książeczkę GOT i chwilę odpoczęliśmy.


Przy Bacówce Kornel został chwilowo unieruchomiony. Nie przeszkodziło mu to jednak w dokończeniu przekąski. :)


Po tak urozmaiconej przerwie ruszyliśmy na podbój Małej Rawki, której wysokość to 1276m n.p.m. Podejście było bardzo strome. Dodatkowo nasze zmęczenie dawało się we znaki - oj nie łatwo było przekonać nasze nogi do kolejnego kroku. 
Dobrze, że aż do szczytu droga wiodła przez las. Drzewa skutecznie chroniły nas przed upalnym słońcem i dawały przyjemny chłodek.


Nie tylko my się wspinaliśmy. Po drodze minęliśmy się z takim zielonym stworzeniem:



Gdy dotarliśmy na szczyt, widoki znów nie zawiodły. 


Z Małej Rawki doskonale widać było góry po ukraińskiej stronie. Byliśmy bardzo blisko granicy, bo niespełna 2 kilometry. Na zdjęciu poniżej, za plecami Kornela można dojrzeć jeden z granicznych szczytów - Wielką Rawkę. 


Ze względu na upał nie zdecydowaliśmy się na podejście do samej granicy. Trzeba też zostawić sobie coś na kolejny raz. ;)
Nacieszyliśmy się krajobrazem i ruszyliśmy w drogę powrotną.


Od czasu do czasu dawaliśmy naszym zmęczonym nogom odpocząć.


Zajrzeliśmy jeszcze raz do Bacówki pod Małą Rawką, aby przekąsić co nieco...
Kornelowi tak pierogi smakowały, że aż mu się uszy trzęsły przy pałaszowaniu. Bardzo szybko wszystkie pierogi zniknęły z talerza. Liczyłam trochę, że coś dla mnie zostanie na spróbowanie, ale tym razem mogłam się tylko oblizać smakiem. Dla mnie pozostała jedynie zupa ogórkowa.


Po obiedzie złapaliśmy autobus do Cisnej. I tu tradycyjnie mieliśmy dużo szczęścia, bo autobus podjechał pięć sekund po tym, jak doszliśmy do przystanku - pełna synchronizacja! :)

W Cisnej chwila relaksu i zasłużony deser.
Dzisiaj udało nam się zdobyć 12 punktów GOT i przeszliśmy ok. 10 kilometrów. Satysfakcja z przezwyciężenia własnego zmęczenia i zdobycia kolejnego szczytu jest naprawdę wielka! :)


Chciałoby się zostać dłużej i jeszcze po górach pochodzić..
Czas jednak biegnie nieubłaganie i wieczorem trzeba się spakować. Jutro wcześnie rano ruszamy w podróż do domu. Przed nami wiele kilometrów do pokonania i mamy nadzieję, że rodzina czeka na nas z utęsknieniem. Do zobaczenia już niedługo...  ;)

P.S.
Dzisiejszego posta bardzo chciał napisać Kornel. Jednak z powodu bardzo intensywnego dnia oraz energii poświęconej na pakowanie, zabrakło i czasu i siły. A ja jestem z Kornela bardzo bardzo dumna! Jest świetnym towarzyszem na wyprawy górskie i mam nadzieję, że uda nam się razem zdobyć jeszcze nie jeden szczyt! :)

4 komentarze:

  1. Czekałam na wiadomości do 1 godziny i warto było. Czekamy na Was jutro we Wrocławiu, mam nadzieję że z pogodą ducha pokonacie ostatni etap waszej wspólnej wędrówki. Babcia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My też mamy nadzieję, że będziecie na nas czekać. My właśnie czekamy na nasz autobus do Krakowa.

      Usuń
  2. A co z węglem dla dziadka?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Cisnej niestety takiego węgla nie było, ale mamy inne pamiątki ;)

      Usuń