Pierwszego dnia w Bieszczadach mieliśmy okazję zapoznać się z typową pogodą w Cisnej. W nocy przeszła burza a od rana padało i było bardzo pochmurno.
Spragnieni górskich wędrówek postanowiliśmy, że tak łatwo się przecież nie poddamy. Po porządnym śniadaniu, gdy deszcz przestał padać, spakowaliśmy plecaki i odpowiednio przygotowani ruszyliśmy w drogę.
Liczyliśmy na to, że deszcz już odpuścił, jednak na szlaku kilka razy nas złapał. Dzięki porządnym pelerynom, które pożyczyła nam babcia Renia nie był on dla nas taki straszny.
Naszą wędrówkę postanowiliśmy rozpocząć z Przełęczy Przysłup. Przystanek autobusowy był trochę wcześniej i do szlaku trzeba było dojść wzdłuż drogi.
Dobrze zawiązane buty to podstawa, dlatego na początku wędrówki kilka razy sprawdzaliśmy czy zastosowane węzły są wystarczająco mocne i nanosiliśmy drobne poprawki.
Nasz szlak zaczynał się przy ostatniej stacji Bieszczadzkiej Kolejki Wąskotorowej (moglibyśmy nią dojechać na start, jednak kolejka ta ma takie tempo, że dystans, który pokonaliśmy autobusem w 15 minut kolejką pokonalibyśmy w godzinę). Udało nam się obejrzeć tą sławną kolejkę na stacji, gdy ruszała w drogę powrotną.
I tu zaczęła się nasza droga pod górkę. Kornel był bardzo zdeterminowany, aby zdobyć pierwszy szczyt: Jasło o wysokości 1153m n.p.m. Maszerował szybkim tempem pozostawiając drugą turystkę daleko w tyle.
Pomimo trudnych warunków oraz stromego podejścia szczyt został bez problemu przez nas zdobyty.
Teraz już można chwilę odpocząć, sprawdzić stan obuwia i posilić się czymś rogrzewającym.
W drodze powrotnej podziwialiśmy piękno przyrody (na prośbę dziadka Krzyśka szukaliśmy też grzybów, jednak przy drodze rosły same niejadalne i trujaki).
Zdobyliśmy też mniejsze szczyty: Szczawnik (1098), Małe Jasło (1102), Worwosoka (1024), Rożki (948).
I od czasu do czasu odpoczywaliśmy, gdy nadarzyła się okazja.
Znaleźliśmy też dowód na to, że w Bieszczadach mieszkają krasnoludki:
Na koniec mieliśmy do pokonania przejście przez dopływ rzeczki (po tych nocnych opadach na szlaku zrobił się tu całkiem niezły potok do przejścia). Oczywiście daliśmy radę, jednak było to już ponad normy wytrzymałościowe naszych butów. Na szczęście przez rzekę nie trzeba już się było przeprawiać w ten sam sposób - na drugą stronę przedostaliśmy się mostkiem, znanej już czytelnikom, Bieszczadzkiej Kolejki Wąskotorowej. Tym sposobem dotarliśmy do końca naszej trasy, czyli do stacji kolejki w Cisnej.
Byliśmy już bardzo zmęczeni, ale też bardzo dumni. W tak trudnych warunkach pokonaliśmy aż 13 km i zdobyliśmy 19 punktów GOT! :) Dodatkowy medal dla Kornela za wzorowe posługiwanie się kijkami i przejście całej trasy bez upadku (Ja byłam mniej uważna i przy schodzeniu zaliczyłam dwa ślizgi - na szczęście nie były groźne - ucierpiały jedynie spodnie).
Nasz sukces uczciliśmy bardzo sytym obiadem i ponownie rozgrzaliśmy nasze brzuchy. Obiad smakował i zjedliśmy do ostatniego okruszka.
Po obiedzie szybko wróciliśmy do naszego pokoju. Przebraliśmy się w suche ubrania, urządziliśmy SPA naszym stopom (po takim wysiłku należało im się) i przy gorącej czekoladzie rozegraliśmy karcianą partyjkę w wojnę - po raz kolejny wygrał Kornel.
Ułożyliśmy też kilka planów na jutrzejszy dzień. Jednak dopiero rano, gdy ocenimy naszą kondycję, stan naszych butów (które oddaliśmy do tutejszej kotłowni do podsuszenia) i przekonamy się jaka będzie pogoda, wybierzemy jeden z nich.
Specjalne podziękowania dla:
- babci Reni za wypożyczenie termosu oraz peleryn - bardzo nam się dzisiaj przydały.
- babci Stasi za wypożyczenie kijków, które pomagają nam oszczędzać siły i chronią przed upadkami podczas naszych wędrówek.
- dziadka Krzyśka za wypożyczenie scyzoryka, który jest niezawodny i kilka razy został już użyty.





Pierwsze koty za płoty, super. Kiedy zobaczymy jakiś wpis od Kornela? :-)
OdpowiedzUsuńChyba nie tak szybko. Pewnie zanim się Kornel zdecyduje coś napisać, to już zdążymy wrócić do domu;)
OdpowiedzUsuńChyba nie tak szybko. Pewnie zanim się Kornel zdecyduje coś napisać, to już zdążymy wrócić do domu;)
OdpowiedzUsuńNo to walczcie. Dobrze że to początek i na razie jest krzepa na zdobywanie szczytów w nawet tak niesprzyjających okolicznościach przyrody. Oby tak dalej. Trzymamy kciuki, życzymy aby buty i nastroje się nie rozkleiły. Pozdrawiamy (Ula i Marcin)
OdpowiedzUsuń